Valheim 1.0: recenzja pełnej wersji w świecie wikingów
Najważniejsze rzeczy, które musisz wiedzieć
- Valheim opiera się na samodzielnej rozgrywce polegającej na przetrwaniu, w której postępy osiąga się poprzez pokonywanie bossów w celu odblokowania nowych ważnych obszarów i zasobów, bez konieczności wykonywania tradycyjnych zadań.
- Gra oferuje niepowtarzalne poczucie komfortu dzięki budowaniu bazy i uprawie roli, a także innowacyjnemu systemowi żywności, który znacznie zwiększa zdrowie i wytrzymałość.
- Aby pokonać ostatniego bossa, trzeba w pełni opanować świat gry. Pomimo powtarzalnej zawartości w późniejszych lokacjach i braku ulepszeń, gra nadal zachowuje swój urok i zachęca do powracania do niej.
Informacje podstawowe
co to jest? Gra o przetrwaniu w klimacie wikingów, osadzona w عالم مفتوح Jest tworzony proceduralnie.
Data wydania09 września 2026 (1.0)
Oczekiwana cena30 USD / 23.49 GBP
Deweloper: Żelazna Brama AB
wydawca: Wydawnictwo Plamy Kawy
Przejrzano:Intel i7 9700K, RTX 4070 Ti, 16 GB pamięci RAM
Pokład parowyZatwierdzony
Połączyć: Oficjalna strona internetowa
Po całodniowej walce z jednym z najpotężniejszych przywódców Valheimu wracam do mojej skromnej chaty w lesie, żeby odpocząć. Jestem wyczerpany, moja broń i zbroja są niemal całkowicie zniszczone, a moje skromne zapasy jedzenia i strzał są na wyczerpaniu. Nie mam nawet zapasowej latarki, żeby oświetlić sobie drogę do domu. Pomimo mojego zwycięstwa, zimna, deszczowa noc nie nastraja mnie do świętowania.

Nagle dostrzegam w ciemności widmową postać, opartą na lasce, z jednym niebieskim okiem błyszczącym pod kapturem. Odyn . To sam Odyn, wiesz, ojciec Thora? Odwiedza wygnany Dziesiąty Świat w Valheim, żeby zobaczyć mnie osobiście. Nagle mój nastrój wzrasta i czuję się jak legendarny wojownik. Odyn wie, kim jestem.
Wspaniałość Ragnaroku

Jestem poległym nordyckim wojownikiem, przeniesionym przez Walkirie do przeklętego królestwa, aby pokonać wrogów Odyna. Ale to nie jest gra RPG , tylko gra o przetrwaniu , a takie gry zawsze zaczynają się od ciężkiej pracy: ścinania drzew, rozbijania skał, polowania na jelenie i budowania bazy, w której mogę spać i zajmować się rzemiosłem. Nie ma spoczynku dla umarłych.
Generowany proceduralnie świat Valheim to ogromny dysk, podzielony na biomy i przedzielony oceanami. Im dalej eksplorujesz od punktu początkowego w centrum dysku, tym bardziej niebezpieczny staje się świat. Pierwotnie zawierał sześć biomów (w tym ocean), a z biegiem lat Plus dodawał kolejne, a kulminacją jest Głęboka Północ: mroźny świat finałowy, w którym kończysz swoją pracę dla Odyna. I tak, choć jest to rzadkość w grach survivalowych, istnieje prawdziwe zakończenie, choć po jego obejrzeniu możesz kontynuować grę w swoim świecie.

Pomimo ogromu świata Valheim, nie ma tu zadań w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Na początku gry znajdziesz ołtarz, który przywołuje pierwszego z kilku bossów-potworów, a każdy z nich pozostawia przedmiot potrzebny do przetrwania i rozwoju w kolejnym biomie. Pomijając jednak sporadyczne znaczniki na mapie, Valheim to samodzielna podróż, w której postępy zależą od Twojej własnej oceny i motywacji.
Pod tym względem gra jest znakomita: spędziłem w niej prawie 150 godzin i ani razu nie odczuwałem potrzeby, by postacie niezależne (NPC) dostarczały mi informacji, ani nie pragnąłem dziennika zadań, który by mnie prowadził. Co prawda aktualizacja Valheim 1.0 dodała animowane sekwencje snów po każdym pokonanym bossie i choć są one przyjemne, gra radziła sobie bez nich doskonale. Świat gry jest piękny i tajemniczy, a chęć jego eksploracji wynika po prostu z tęsknoty za tym, co kryje się za morzem lub po drugiej stronie pasma górskiego.
Ciepło i dom

Większość gier survivalowych ma w sobie element komfortu i ciepła, ale Valheim jest dla mnie najbardziej relaksujący ze wszystkich. Nigdy nie byłem budowniczym, ale wciąż uwielbiam moje małe, prymitywne, zardzewiałe bazy: jedną na łące, drugą w lesie, a nawet maleńką kamienną chatkę, którą zbudowałem w jednym z najniebezpieczniejszych biomów, tylko po to, by móc uprawiać określone rośliny. Groza tego świata, od oślizgłych potworów na bagnach po roje wściekłych szkieletów, które wyglądają komicznie piekielnie na szarych ziemiach, tworzy piękny kontrast z tym, jak bardzo się odprężasz, wracając do domu po długiej, brutalnej przygodzie.
Wędrowanie po mojej bazie, majsterkowanie i dekorowanie wzniesionych przeze mnie konstrukcji, zajmowanie się rolnictwem i hodowlą zwierząt oraz odkładanie kolejnej niebezpiecznej wyprawy na czas, aż będę w pełni przygotowany, to prawdziwa frajda. Szczególnie lubię gotować: piec ogromne pałki z łososia wędzonego nad rozpalonym ogniem, piec chleb w moim ogromnym kamiennym piecu i warzyć miód pitny w mojej destylarni – proces, który w grze zajmuje kilka dni. No cóż, trudno. Nie spieszy mi się z opuszczeniem mojego przytulnego domku.

System żywieniowy w Valheim pozostaje jednym z moich ulubionych w grach (i zainspirował podobne systemy w innych grach survivalowych wydanych od 2021 roku). Twój żołądek działa jak trzykomorowy ekwipunek: włóż do niego grzyby, jagody i trochę ugotowanego mięsa, a twoje paski zdrowia i wytrzymałości będą zasilane, dopóki ich nie strawisz. Na początku proste.
Wciąż pamiętam pierwszy raz, kiedy zjadłem naprawdę sycący posiłek w Valheim. Opuściłem moją prymitywną wyspę na małej tratwie, płynąc przez morze ku nieznanym lądom w środku nocy, tylko po to, by znaleźć się w podupadającym mieście pełnym nieumarłych wojowników wikingów. Ledwo uszedłszy z życiem i kilkoma wnętrznościami garstki narkomanów, których udało mi się zabić, ostrożnie wróciłem do domu. W kuchni nafaszerowałem wnętrzności dziczyzną i cierniami, ugotowałem pierwszą kiełbasę w kotle, a następnie ją pożarłem – obserwując ze zdumieniem, jak mój pasek zdrowia nagle się podwoił. Nie miałem pojęcia, że mogę być tak silny. Od tamtej pory zabijanie narkomanów stało się dla mnie bułką z masłem i nigdy nie wychodziłem z domu bez kieszeni pełnych kiełbasy.

W Valheimie spożywanie posiłków przygotowanych przez wrogów daje ci swobodę i pewność siebie, pozwalając ci zapuszczać się w niezwykle niebezpieczne rejony, a każdy nowy przepis, który odblokujesz, to okazja do stawienia czoła jeszcze większym wyzwaniom. Jedzenie jest równie ważne, jeśli nie ważniejsze, niż zbroja, co czyni twoją kuchnię najpotężniejszym stanowiskiem rzemieślniczym w grze. W każdym poście na forum, w którym gracz narzeka na ciągłe porażki, pierwsze pytanie, jakie zadają doświadczeni gracze Valheim, brzmi: „Co jesz?”.
Choć Valheim oferuje pewną elastyczność w pewnych aspektach przetrwania – na przykład bez względu na to, jak ważne jest jedzenie, nigdy nie umrzesz z głodu – ogranicza cię w innych kwestiach. Nawet jeśli budujesz portale teleportacyjne na całym świecie, pozwalające na natychmiastową podróż do różnych biomów, nie możesz przez nie przejść, niosąc cenne metale, takie jak srebro czy żelazo (przynajmniej do bardzo późnych etapów gry).

Jestem wdzięczny za to ograniczenie, ponieważ doprowadziło do wielu fantastycznych przygód. W trybie kooperacji spędziliśmy godziny żeglując naszym żaglowcem po oceanie, walcząc z wężami morskimi (z których mięsa, nawiasem mówiąc, można zrobić pyszną zupę), znosząc zamiecie śnieżne, odpierając ataki wilkołaków i ziejących lodem smoków na zboczu góry – a wszystko to po to, by wydobyć srebro z jednego z zamarzniętych szczytów w tym otoczeniu. Jeśli interesują Cię wymagające doświadczenia w grach, nasza recenzja Clair Obscur: Expedition 33 może Cię zainteresować.
Następnie załadowaliśmy tyle rudy, ile się dało, na wóz, próbując go bezpiecznie zwieźć po stromym zboczu góry, jednocześnie od czasu do czasu walcząc z potworami. Następnie przetransportowaliśmy wszystko do ładowni statku i odbyliśmy pełną napięcia podróż przez wzburzone morze z powrotem do naszej małej wyspiarskiej bazy. To niesamowicie ciężka praca, pochłaniająca mnóstwo czasu i wysiłku, samo zebranie odrobiny srebra, ale sukces daje ogromną satysfakcję. Znoszenie trudności to esencja gier survivalowych , a nawet podczas małej misji zaopatrzeniowej, Valheim zawsze daje poczucie, że przeszedłeś przez wielką próbę.
Nordycka Północ

Pięć lat po rozpoczęciu mojej podróży po nordyckim zaświatach, w końcu wyruszyłem w rejs do ostatniego, kluczowego regionu Valheim, Głębokiej Północy. Mój statek powoli przebijał się przez góry lodowe, a ja obserwowałem wraki dziesiątek podobnych statków wikingów, aż moje stopy dotknęły nowego kontynentu, przecinając śliski lód i stojąc po pas w olśniewająco białym śniegu.
Szczerze mówiąc, na początku Głęboka Północ wydała mi się trochę rozczarowująca, zwłaszcza że tak wiele z niej sprawia wrażenie materiału z recyklingu: do tego dochodzą Szare Krasnoludy, krasnoludzkie stworzenia, które bezmyślnie mordujemy od Strefy Startowej, wąskie sieci podziemnych tuneli, przez które trzeba walczyć, a także kolejna wersja potworów przypominających galaretowate bloki, które zawsze uważałem za tymczasową namiastkę czegoś lepszego.

Ale za każdym razem, gdy natkniesz się na jakiegoś zaskakującego i naprawdę ekscytującego wroga lądowego, znajdziesz też nowe podziemne struktury, które szokują rozmiarami i rozmachem, a także nowy rodzaj stołu rzemieślniczego, który działa inaczej, niż jesteśmy do tego przyzwyczajeni.
Uwielbiam (i nie będę zdradzał szczegółów) sposób, w jaki dociera się do ostatniego bossa w Valheim. Mówimy o prawdziwym wyzwaniu: jeśli mogę na chwilę zboczyć z tematu, to herkulesowe zadanie, jakby Odyn chciał się upewnić, że naprawdę opanowałeś świat Valheim, zanim rozpoczniesz ostatnią rundę wyczerpującej walki. Sama walka z ostatnim bossem nie była dla mnie szczególnie interesująca , ale droga do niej była prawdziwą przygodą.
Odinson

Są rzeczy, których nie lubię w Valheim, takie jak torfowisko, gdzie wydobycie cennego żelaza wymaga spędzenia wieków w wilgotnych, wąskich podziemnych korytarzach, rozbijając matową stertę rudy siekierą – zadanie, które nie daje absolutnie żadnej przyjemności. Nie lubię też Mglistych Krain, jednego z biomów dodanych we wczesnym dostępie, który łączy brud torfowisk z tak gęstą mgłą, że nawet przejście przez nie jest frustrującym zadaniem.
Miałem też nadzieję, że niektóre elementy Valheima będą ewoluować wraz z gatunkiem gier survivalowych, który tak mocno go zainspirował. Z jakiegoś powodu nadal nie ma możliwości tworzenia przedmiotów bezpośrednio ze skrzyń, mimo że jest to bardzo powszechny element w większości współczesnych gier survivalowych. I pomimo wieloletnich próśb fanów o przeznaczenie slotów na ekwipunek na zbroję, aby nie zajmowała cennego miejsca w ekwipunku, tej funkcji wciąż brakuje – chociaż w wersji 1.0 w końcu jest sposób na zwiększenie rozmiaru ekwipunku o co najmniej kilka rzędów.
Uwielbiam tę grę i bez wątpienia jest to jedno z tych doświadczeń, do których będę powracał raz po raz.
Ale moje kilka uwag to nic. Absolutnie uwielbiam tę grę i to doświadczenie, do którego będę wracać wielokrotnie. Są chwile, które nigdy nie tracą blasku, czy to spojrzenie w górę podczas gwałtownej burzy, gdy widzę Thora pędzącego po niebie w swoim rydwanie, obserwowanie, jak mój pasek zdrowia podwaja się po zjedzeniu potężnego, nowego posiłku po raz pierwszy, czy nawet dostrzeżenie błysku ślepia Odyna obserwującego mnie w zimną, ciemną noc. Chociaż świat Valheimu stał się bardziej znajomy w ciągu ostatnich pięciu lat, wciąż posiada tę samą magię, która urzekła mnie od samego początku, gdy zacząłem grać.
Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.