Ultracienkie telewizory z nowymi nazwami… ale nadal kiepskie.

Przyznam z góry, że tytuł jest przesadą. Nie mam nic przeciwko ultrasmukłym telewizorom – są one oczywiście niesamowite w porównaniu z tym, co miałem w przeszłości, przynajmniej pod jednym względem. Do wczesnych lat dwudziestych używałem 40-calowego telewizora CRT, który był tak nieporęczny, że do wniesienia go do mieszkania potrzebne były dwie osoby, nawet z pomocą wózka. Dla porównania, 65-calowy telewizor Samsung The Frame Pro jest tak smukły i lekki, że mógłbym go zamontować wysoko na ścianie bez drabiny, gdybym miał tak długie ręce.

Do refleksji nad tym tematem skłonił mnie najnowszy trend w ultracienkich telewizorach – LG evo W6. Nazywa się Wallpaper TV, głównie dlatego, że ma aż 9 mm grubości – mniej więcej tyle samo, co ekran mojego laptopa. Robi wrażenie pod wieloma względami, przynajmniej w porównaniu z tym, co zaprezentowano na targach CES. Trafi do sklepów dopiero na początku lutego 2026 roku. Przypomina mi jednak, że nawet dobrze wykonane ultracienkie telewizory nadal nie oferują dobrego stosunku jakości do ceny. To się nie zmieni, dopóki smukłość nie przestanie być ich cechą definiującą – stwierdzenie, które za chwilę nabierze sensu.

Co jest takiego strasznego w ultracienkich telewizorach?

Dwie ścieżki, obie podejrzane

Tył The Frame.

Pod wieloma względami nic. Nawet gdybyś dał mi małe, stosunkowo niedrogie urządzenie – na przykład nieprofesjonalny 32-calowy Frame – i tak z przyjemnością obejrzałbym je w odpowiednim kontekście. Obraz byłby dobry, a ja doceniłbym oszczędność wagi, biorąc pod uwagę, że w ciągu ostatnich 15 lat przeprowadzałem się zaskakująco wiele razy. Mieszkałem w dwóch krajach i czterech miastach. W samym Austin mieszkałem w trzech mieszkaniach i w swoim pierwszym domu.

Problem w tym, że tak czy inaczej, płacisz za tę funkcję więcej. Urządzenia takie jak The Frame czy Hisense Canvas TV to tak zwane telewizory „artystyczne” – są smukłe, ponieważ mają przypominać (i wyświetlać) oprawione obrazy lub fotografie, wtapiając się w wystrój ścian pokoju. Wyposażone są w ozdobne ramki i matowe ekrany eliminujące odbicia. Wszystko to byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że nawet 32-calowy Frame kosztuje 600 dolarów, a większe modele wielu marek są jednocześnie droższe niż ich odpowiedniki nieartystyczne, a jednocześnie często gorsze pod względem specyfikacji.

QLED . Powtarzającym się problemem jest to, że większość tych telewizorów wykorzystuje technologię QLED, ewolucję standardowych ekranów LCD, która jednak odchodzi w zapomnienie. Jest ona szybko zastępowana przez technologię mini-LED, która oferuje lepsze kolory, kontrast i jasność. Za mniej niż 600 dolarów możesz kupić 55-calowy telewizor mini-LED, który przebije każdy telewizor QLED, jeśli jakość obrazu jest dla Ciebie ważniejsza niż elegancki wygląd.

Problem w tym, że w ten czy inny sposób płacisz za ten przywilej wyższą cenę.

Można się zastanawiać, dlaczego telewizory „artystyczne” z serii Plus nie są wyposażone w technologię OLED , która jest wyjątkowo cienka i przewyższa mini-LED pod względem koloru i kontrastu. Wyjaśnienie jest takie, że oprócz wyższej ceny, OLED jest podatny na wypalanie się, gdy statyczne obrazy pozostają na ekranie przez dłuższy czas. To sprawia, że ​​nie nadaje się do imitacji sztuki, niezależnie od tego, czy posiadasz telewizor odświeżający obraz co kilka minut i korzystający z funkcji konserwacyjnych, takich jak cykle odświeżania pikseli.

Załóżmy, że chcesz zrezygnować z udawania, że ​​kupujesz telewizor z najwyższej półki, i zamiast tego szukasz ultrasmukłego produktu bez kompromisów w zakresie wydajności. LG evo W6 spełnia te wymagania. To telewizor OLED 4K z czasem reakcji 0.1 ms, przekątną 77 i 83 cali oraz specjalną technologią antyodblaskową, która pozwala zachować kontrast, który jest ignorowany przez większość matowych ekranów. Jego smukły profil jest możliwy dzięki wykorzystaniu szybkiego bezprzewodowego modułu wejściowego – do podłączenia telewizora wystarczy kabel zasilający.

Problem w tym, że prawdopodobnie będzie on zaporowo drogi. Chociaż cena W6 nie została jeszcze ogłoszona, jego poprzednik, Wallpaper TV, kosztował aż 20 000 dolarów. Wątpliwe, aby nowy model kosztował tyle samo, ale porównywalny 77-calowy LG G5 kosztuje 3500 dolarów bez bezprzewodowej stacji dokującej. Nietrudno sobie wyobrazić, że W6 zaczyna się od 7000 dolarów, jak spekulują niektórzy w internecie. Cena tak niska jak 5000 dolarów byłaby absurdalna, biorąc pod uwagę, że można sobie pozwolić na dwa lub trzy konwencjonalne telewizory OLED o tej samej przekątnej ekranu.

Odpowiedź na pytanie, którego nikt nie zadał

Wartość bycia szczupłym

Tapeta telewizora LG OLED evo W6.Na rynku smartfonów nastąpiły gwałtowne wahania w zakresie ultracienkich konstrukcji. Patrząc w przyszłość, do 2025 roku, Apple, Samsung i inne marki wydają się być całkowicie przekonane do tej koncepcji, przewidując, że konsumenci będą chętnie sięgać po urządzenia, które są niezwykle wygodne w trzymaniu, niezależnie od tego, czy będą droższe, czy też będą oferować mniej imponujący aparat i wydajność baterii.

Następnie pojawił się iPhone Air . Pomimo rzeszy fanów, produkt nie osiągnął oczekiwanych wyników sprzedaży, nie spełniając oczekiwań Apple. Do tego stopnia, że ​​Samsung i inni konkurenci podobno odwołali plany jego replikacji. Okazało się, że nikt tak naprawdę nie narzekał na grubość ani wagę smartfonów, a większość użytkowników nie była skłonna zapłacić tyle, ile zapłaciliby za iPhone'a 17 Pro, za coś, co pod pewnymi względami byłoby gorsze od iPhone'a 17.

Ultracienkie telewizory osiągnęły większą trwałość, ale twierdzę, że kryje się za nimi podobnie błędne założenie: że obecne produkty są w jakiś sposób zbyt masywne. Ten argument mógł być prawdziwy na początku lat 2010. Rzeczywiście, kiedy przeprowadziłem się do Austin, kupiłem 40-calowy telewizor LCD, który był ledwie na tyle cienki i lekki, że nie mogłem go wnieść samodzielnie na trzy piętra schodów. Jednak w 2024 roku udało mi się kupić 65-calowy mini telewizor LED, który był w rzeczywistości znacznie lżejszy, a jego smukłość nie była jednym z atutów.

Czy za pięć, dziesięć lat telewizor ultracienki będzie lepszy od tego, który ma ekran o takiej samej wydajności lub przekątnej, czy też nie będzie wyglądał na przestarzały?

Krótko mówiąc, technologia rozwinęła się do tego stopnia, że ​​większość telewizorów jest teraz tak smukła i lekka, jak tylko można sobie życzyć. Nie ma problemu z umieszczeniem go nad centrum rozrywki, a montaż 65-calowego telewizora na ścianie, niezależnie od jego wagi, będzie wymagał pomocy.

Oczywiście, dalsze postępy są mile widziane i nie mam nic przeciwko temu, że zamożni klienci będą skłonni zapłacić setki, a nawet tysiące więcej za modele premium. Jednak dla przeciętnego klienta o wiele bardziej opłacalne jest priorytetowe traktowanie specyfikacji, które ulepszą wrażenia z oglądania filmów, seriali i gier na dłużej. Zadaj sobie pytanie – czy za pięć, dziesięć lat będziesz bardziej skłonny kupić supercienki telewizor, czy taki, który nie będzie wyglądał przestarzale pod względem wydajności ani rozmiaru ekranu?

A skoro już o tym mowa, cała ta dyskusja może stać się przeszłością w ciągu najbliższych kilku lat. Ulepszenia w miniaturyzacji nieuchronnie stają się tańsze wraz ze wzrostem skali produkcji. Do 2030 roku to, co widzimy w obecnych telewizorach technologicznych lub w modelu W6, może stać się rzeczywistością w modelach popularnych, a przynajmniej znacznie bardziej powszechnym. Jeśli tak się stanie, nie będzie większego powodu, aby reklamować telewizory oparte na ich smukłości, chyba że modele składane i zwijane zdobędą popularność, jakiej jeszcze nie mają. I istnieje szansa, że ​​niektórzy z nas będą zamiast tego korzystać z okularów rzeczywistości rozszerzonej – jeśli nie oglądasz filmu z innymi, po co ci 65-calowy zwijany telewizor, skoro możesz symulować 100-calowy telewizor, gdziekolwiek jesteś?

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.