Halo: Campaign Evolved: Moje pełne wrażenia
Najważniejsze rzeczy, które musisz wiedzieć
- Gra oferuje niesamowite udoskonalenia wizualne dzięki silnikowi Unreal Engine 5, a także nowoczesne funkcje mechaniczne, takie jak inteligentny sprint i celowanie, które można wyłączyć, aby zachować klasyczne wrażenia.
- Pomimo udoskonaleń mechaniki, rozszerzonego arsenału broni i przeprojektowania poziomu „The Library”, ścisłe trzymanie się oryginału stanowi miecz obosieczny, zwłaszcza w obliczu zauważalnych problemów z wydajnością wynikających z działania silnika Unreal Engine 5.
- Nowa kampania rozszerzeń „Operacja Meteorite” nie ma znaczenia fabularnego i stanowi raczej usługę dla fanów niż istotny dodatek. Odzwierciedla to szacunek twórców dla dziedzictwa oryginalnej gry, przy jednoczesnym uniknięciu odważnych zmian strukturalnych.
Potrzeba chwili, żeby przyzwyczaić się do faktu, że gram w Halo za pomocą kontrolera DualSense i PS5 – coś, co jeszcze kilka lat temu wydawało się herezją. Ale od momentu, gdy strzelam z kultowego M6D Magnum w Halo: Campaign Evolved, powracają wspomnienia z minionych lat. Przemierzanie labiryntowych korytarzy Filara Jesieni przed awaryjnym lądowaniem na Instalacji 04 i jazda na guźcu to jedno z moich ulubionych początków w grach wideo, a Halo Studios odtworzyło je z oszałamiającą dokładnością.

Pomimo tego, że jest to kompletny remake gry, która zapoczątkowała serię Halo ( i być może Xboksa ) 25 lat temu, robi wrażenie nie tylko ze względu na natychmiastowe poczucie znajomości, jakie zapewnia Halo: Campaign Evolved , ale także ze względu na to, jak dobrze się trzyma. Jednak po ukończeniu kampanii gry i trzech nowych rozszerzeń, nie mogę pozbyć się wrażenia, że to wierne podejście może działać na niekorzyść Halo: Campaign Evolved. Gra z pewnością wygląda fantastycznie, ale jest tak mało nowych dodatków, że nie widzę wielu powodów, dla których miałbym grać w nią zamiast w jej poprzedniczki.
święty symbol

Informacje podstawowe
Data wydania: 28 lipca 2026 r
Platformy: PC, PS5, Xbox Series X / S
DeweloperHalo Studios
wydawca: Xbox Game Studios
Grając w pierwszą połowę Halo: Campaign Evolved, przypomniałem sobie, że sekwencja od Filaru Jesieni do Ataku na Sterownię to prawdziwie ponadczasowa seria poziomów. Można w niej zobaczyć niemal całe spektrum lokacji Halo, od ciasnych statków kosmicznych, przez bujne, zielone krajobrazy, surowe doliny, po tajemnicze obiekty Forerunnerów.
Wszystkie te lokacje zostały pięknie i wiernie odwzorowane w silniku Unreal Engine 5. Poziomy takie jak „343 Guilty Spark” i „The Library” zyskują na zauważalnych ulepszeniach wizualnych. Zaawansowane oświetlenie, sięgająca kolan mgła i mnóstwo lepkiej wody tworzą niesamowity klimat tych starożytnych budowli, przełamując monotonię i potęgując poczucie grozy.
Nie mogę też zaprzeczyć, że to przywiązanie do realizmu sprawia, że Campaign Evolved brakuje pewnego uroku w porównaniu z ponadczasowym, wielokątnym stylem poprzedniczki. Jest jednak o wiele przyjemniejsza dla oka niż jaskrawo rozświetlony i przesadnie szczegółowy remaster Anniversary z kolekcji Master Chief.

Wizualna strona Halo: Campaign Evolved to najbardziej zauważalne zmiany w porównaniu z oryginałem, ale pojawiają się również pewne mechaniczne dodatki, które podnoszą pierwowzór do standardów współczesnego Halo. Najbardziej zauważalną z nich jest możliwość korzystania przez Master Chiefa z celowania z wykorzystaniem inteligentnego łączenia z dowolną bronią, a także możliwość biegania. Odkryłem, że obie te funkcje można bezpiecznie zignorować, aby zachować klasyczny klimat (jest nawet Czaszka, która całkowicie uniemożliwia bieganie, jeśli aż tak bardzo go nienawidzisz), a bieganie to miły dodatek, pozwalający na szybsze przemierzanie niektórych większych poziomów. Bieganie rzadko dyktuje tempo walki; jedynymi przeciwnikami, którzy naprawdę zmuszali mnie do biegu, byli zaciekli napastnicy, tacy jak Łowcy, elitarne miecze energetyczne i potężne potwory Czystej Formy Powodzi.
Byłem jednak nieco rozczarowany, widząc, że apteczki zostały usunięte na rzecz automatycznej regeneracji zdrowia Chiefa. Zawsze uważałem to za miłe rozróżnienie między jego zbroją Mjolnir Mark 5 a Mark 6, przy czym ta druga pojawia się od Halo 2 z pełną regeneracją zdrowia – przypominając, że Master Chief nie jest całkowicie niezniszczalny, co zachęca do bardziej taktycznego podejścia niż bezmyślnej agresji.
A skoro już o tym mowa, to ciągła strzelanina na normalnym poziomie trudności to właśnie to, w czym Halo: Campaign Evolved naprawdę błyszczy, dając niemal takie samo wrażenie, jakbyś grał na heroicznym poziomie trudności w oryginalnej grze. Celowo wymierzona agresja w Przymierze i wykorzystanie wszystkich narzędzi z arsenału Chiefa sprawiają, że możesz grać niczym Doomguy, unikając wrogów i strzelając do nich z broni lub tnąc ich pistoletem, a następnie rzucając się na kolejnego. A celne rzucenie granatem plazmowym w grupę Gruntów, wprawiając ich w wrzask i rozpryski, wciąż jest równie satysfakcjonujące, jak zawsze.
Mając więc solidny fundament, jakim jest klasyk z 2001 roku, praktycznie nie sposób nie cieszyć się Halo: Campaign Evolved, delikatnie mówiąc. Początkowo obawiałem się, że stosunkowo proste założenia projektowe sprzed 25 lat nie sprawdzą się w erze dynamicznych strzelanek i rozległych otwartych światów. Jasne, takie początkowe odczucie mogłoby wywrzeć złe wrażenie na graczach PS5, którzy mogliby nawet nie wiedzieć, czym jest Halo, a co dopiero grać w nie wcześniej. Ale myślę, że to właśnie prostota sprawia, że gra jest tak wyjątkowa. Jako wierny remake swojego poprzednika, Halo: Campaign Evolved to strzelanka pierwszoosobowa w najczystszej postaci.
Paradoks ewolucji

Im głębiej zagłębiałem się w Halo: Campaign Evolved, tym bardziej zdawałem sobie sprawę, że to niezłomne przywiązanie do oryginalnego materiału źródłowego to miecz obosieczny. Jak gra zatytułowana „Campaign Evolved” mogła twierdzić, że ewoluuje, jednocześnie tak ściśle trzymając się materiału źródłowego?
Gra zawiera nowoczesne ulepszenia, takie jak bieganie i regeneracja zdrowia, a także drobne poprawki w projektowaniu poziomów i dialogach oraz rozszerzony arsenał broni. Broń taka jak Miecz Energetyczny, Promień Strażniczy i czołg Wraith, wcześniej niedostępne dla Chiefa w oryginalnej grze, jest teraz łatwo dostępna i gotowa do efektywnego użycia na ringu – a dołączyły do nich inne bronie, takie jak Karabin Igłowy, SMG i Działo Prętowe, dodatkowo wzbogacając i tak już doskonały arsenał.
Poziom „Biblioteka”, który najmniej mi się podobał w Halo: Combat Evolved ze względu na monotonną, labiryntową strukturę, przeszedł drobne przeprojektowanie, aby ograniczyć zbędność elementów i dodać nieco urozmaicenia do rozległych korytarzy. Teraz kierujesz się w dół, a nie w górę! Ta rozległa przestrzeń niewątpliwie miała swój urok, ale skłamałbym, gdybym powiedział, że nie jestem zadowolony, że poruszanie się po niej w Halo: Campaign Evolved jest o wiele łatwiejsze. Nadal sprawia wrażenie labiryntu, ale nie dezorientuje, dając poczucie większego pędu, nawet gdy obserwator planety, Guilty Spark, ociąga się i snuje swoje rozważania. Szkoda jednak, że Cortana nie każe mu już „zniknąć” na początku misji „Dwie zdrady”.
Zapierające dech w piersiach krajobrazy, prawdopodobnie jedna z głównych atrakcji Halo: Campaign Evolved, wiążą się również z problemami z wydajnością wynikającymi z silnika Unreal Engine 5. Zauważyłem, że za każdym razem, gdy na ekranie pojawiało się więcej wrogów lub jednocześnie działało więcej efektów wizualnych, liczba klatek na sekundę animacji wyraźnie spadała. Te zapierające dech w piersiach krajobrazy , choć piękne, ujawniają problemy z wydajnością, co nie psuje rozgrywki, ale nie tego spodziewałbym się po tak dopracowanym produkcie.
Powrót do Halo: Combat Evolved za pośrednictwem The Master Chief Collection uświadomił mi, że zmiany w tym remake'u są niestety dość powierzchowne. Halo Studios tak przekonująco skopiowało oryginał, że Halo: Campaign Evolved oferuje niewiele, co czyniłoby z niego prawdziwie niezbędną rozgrywkę. Oczywiście, jeśli posiadasz tylko PS5, Halo: Campaign Evolved to jedyna opcja – i to właśnie do niej ostatecznie skierowana jest gra – ale trudno mi polecić ją komukolwiek innemu, biorąc pod uwagę powszechną dostępność The Master Chief Collection, a tym samym oryginalnej gry Halo.
Myślę, że dopiero zaczęliśmy

Miasto Reprodukcji

Halo to nie pierwszy raz, kiedy rozważaliśmy problem nadmiernego przywiązania do oryginalnego materiału. Podejmowanie ryzyka w przypadku remake'ów może je wręcz wzmocnić, jak widzieliśmy w przypadku Resident Evil 4, w przeciwieństwie do Black Flag Resynced.
Oczywiście, studio Halo Studios już o tym pomyślało, dlatego Halo: Campaign Evolved zawiera również nową, trzymisyjną kampanię prequelową, znaną jako Operacja Meteorite. W tych dodatkowych misjach Master Chief łączy siły ze swoim ulubionym, niezależnym od sztucznej inteligencji towarzyszem, sierżantem Johnsonem, aby zbadać tajemniczy statek badawczy w nadziei na odnalezienie serca Przymierza.
Szczerze mówiąc, te misje są dość banalne. Chociaż rozgrywają się rok przed główną kampanią, to, co się w nich dzieje, jest kompletnie bez sensu. W gruncie rzeczy przedstawiają Johnsona i Chiefa jako przyjaciół, którzy uwielbiają wspólnie zabijać kosmitów, wplątując się w fabułę, która wydaje się być luką fabularną w Łotrze 1, niewymagającą wyjaśnienia. Pod względem fabularnym misje te stają się raczej kontynuacją historii z Halo 2, dzięki czemu fani Halo mogą nawiązać do słynnego Leonardo DiCaprio, podczas gdy nowi użytkownicy PS5 prawdopodobnie je przeoczą.
Te misje to jedyne miejsce w całej grze Halo: Campaign Evolved, w którym można używać karabinu bojowego i walczyć z brutalami. Dodajmy do tego słabą fabułę, a Operacja Meteorite staje się raczej okazją do zrobienia fanom przysługi w postaci luźnych pogawędek między Chiefem a Johnsonem, który nosi eksperymentalny pancerz Oriona Chiefa z targów MacWorld w 1999 roku, a jednocześnie testuje niektóre z nieuniknionych funkcji Halo 2: Evolved – jest nawet sekcja kolejki linowej!

Halo Studios wyraźnie szanuje dziedzictwo Bungie, ale jednocześnie unika oferowania czegokolwiek naprawdę nowego czy ekscytującego. Żałuję, że nie widziałem bardziej znaczących zmian strukturalnych w poziomach, zwłaszcza że twórcy nie są już ograniczeni technicznymi ograniczeniami pierwszej konsoli Xbox. Zaowocowało to powtarzalnymi środowiskami i łączeniem poziomów, które, choć umiejętnie wplecione w narrację, sprawiają wrażenie straconej okazji do wykorzystania nowoczesnej technologii i nadania klasykom własnego charakteru.
Jednak po śmiałych próbach z Halo 4, Halo 5 i Halo Infinite, za każdym razem zmuszanych do zaczynania od nowa, wcale nie jestem zaskoczony, jak wyszło Halo: Campaign Evolved. Współczesny reboot to z pewnością najbezpieczniejsza opcja dla Halo Studios i Xbox Game Studios – solidne dzieło, które ożywia coś, co wydaje się minioną erą strzelanek dla jednego gracza. Jednak ten sukces zawdzięcza wyłącznie powtórzeniu Halo: Combat Evolved, które tak precyzyjnie zdefiniowało gatunek. Po co powtarzać doskonałość? Mimo to obietnica ulepszonej kampanii, takiej jak w samej Instalacji 04, wydaje się pusta i zastanawiam się, czy bezpieczna rozgrywka to naprawdę cel, do którego Xbox powinien teraz dążyć w Halo.
Zastrzeżenie
Halo: Campaign Evolved zostało zrecenzowane na PS5, a egzemplarz recenzencki został dostarczony przez wydawcę.
Halo: Campaign Evolved to jedna z najlepszych strzelanek pierwszoosobowych, w jakie możesz zagrać w tym roku. Jeśli interesują cię pozostałe części serii Halo, sprawdź naszą listę najlepszych gier Halo.
Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.