Moje doświadczenia z inteligentnymi domami: Osiągnąłem swój naturalny limit.
Najważniejsze rzeczy, które musisz wiedzieć
- Nowe inteligentne urządzenie musi rozwiązać prawdziwy, powtarzający się problem; nie wystarczy, że będzie można nim sterować za pomocą telefonu.
- Inteligentne domy w dużej mierze opierają się na łączności Wi-Fi i wymagają „administratora” do zarządzania złożonymi funkcjami, co może dezorientować innych członków rodziny i gości.
- Prawdziwa wartość inteligentnej technologii leży w eliminowaniu interakcji, wykrywaniu problemów lub cichym zwiększaniu wygody, a nie tylko w przenoszeniu przycisków na ekran telefonu.
Pierwszym urządzeniem, które dodałem do mojego inteligentnego domu, była żarówka. Wydawało się to najbezpieczniejszym punktem wyjścia. Mogłem ją włączyć z dowolnego miejsca, zaplanować i z czasem zintegrować z rutyną pozostałych urządzeń.

Następnie nacisnąłem przycisk w aplikacji i czekałem. Opóźnienie wynosiło tylko około pół sekundy, ale było zaskakująco zauważalne, biorąc pod uwagę, że alternatywą jest przełącznik ścienny, który reaguje natychmiast i nigdy nie żąda aktualizacji oprogramowania. Korzystanie z telefonu było jeszcze gorsze. Musiałem go odblokować, znaleźć aplikację, otworzyć odpowiedni pokój i dotknąć włącznika światła, który mógłbym włączyć w znacznie krótszych krokach.
Te wczesne lampy były kapryśne i było jasne, że oprogramowanie nadal wymaga dalszego rozwoju. Po kilku generacjach są znacznie lepsze. Rzadziej się rozłączają, reagują szybciej i zachowują się jak gotowe produkty.
Miało to sprawić, że zapragnę więcej. Zamiast tego, zmusiło mnie do zastanowienia się, jak daleko tak naprawdę chcę się posunąć w tym całym doświadczeniu.
Zdalne sterowanie nie zawsze oznacza automatyzację
Niektóre inteligentne urządzenia domowe udowadniają swoją wartość niemal natychmiast.

Czujnik ruchu, który włącza światło w korytarzu, zanim czegokolwiek dotknę, całkowicie eliminuje interakcję. Czujnik przecieku może ostrzec mnie o wodzie pod zlewem, zanim szafka zdąży mnie poinformować o problemie. To wygląda na prawdziwą automatyzację, ponieważ coś pożytecznego dzieje się bez pytania mnie o cokolwiek.
Inteligentne oświetlenie, którym steruję za pomocą telefonu, działa inaczej. Nie zautomatyzowałem oświetlenia. Czasami przestawiałem włącznik w mniej dogodne miejsce.
To rozróżnienie stawało się coraz trudniejsze do zignorowania wraz z dodawaniem kolejnych urządzeń. Wiele rzeczy w moim domu mogłoby stać się inteligentniejszych, ale znacznie mniej stałoby się łatwiejszych w obsłudze.
W końcu przestałem traktować każdy przycisk, przełącznik i urządzenie jako coś niekompletnego.
To jest zasada, której teraz przestrzegam. Każde nowe urządzenie inteligentne musi rozwiązać jakiś autentyczny, powtarzający się problem, zanim je dodam. Sam fakt, że można nim sterować z telefonu, nie wystarcza, podobnie jak obietnice innych skomplikowanych procedur, o których zapomnę po kilku tygodniach.
Dom prędzej czy później będzie potrzebował zarządcy.
Pozostałe koszty stają się widoczne dopiero po zgromadzeniu odpowiedniej liczby urządzeń.
Moje inteligentne wtyczki działają dokładnie tak, jak powinny, ale są też na stałe umieszczone między urządzeniem a ścianą. Gdzieś w mojej głowie zawsze tli się ta drobna, być może irracjonalna myśl, czy dzisiaj nie nadejdzie dzień, w którym jedna z nich postanowi stać się drogą maszyną do dymu. Wtyczka daje mi większą kontrolę, ale mój umysł najwyraźniej znalazł inny problem, który zastąpi starą.
Mój inteligentny wideodomofon jest naprawdę przydatny. Widzę, kto jest na zewnątrz, kiedy mnie nie ma w domu, czego zwykły dzwonek oczywiście nie potrafi. Ale to kolejne urządzenie, którego poziom naładowania baterii muszę monitorować.

Następnie moje połączenie Wi-Fi zostaje zerwane i cały system traci swój blask.
Większość urządzeń podłączonych do sieci, które posiadam, nagle staje się trudniejsza lub wręcz niemożliwa do kontrolowania w zwykły sposób. Standardowe przełączniki nadal działają, pozornie niezakłócone problemami z siecią. Tymczasem niektóre gadżety, które nabyłem, aby uprościć zarządzanie domem, zaczynają przyciągać uwagę.
Trudno winić router za tę zwiększoną zależność.
Wszystko skonfigurowałem. Urządzenia są połączone z moim telefonem i wiem, która aplikacja steruje czym. Wiem, jak działają zautomatyzowane akcje, jak połączone są poszczególne urządzenia i jaki jest coraz bardziej irytujący ciąg kliknięć, który często sprawia, że wszystko znowu działa.
Reszta domowników chce po prostu, aby dom funkcjonował jak zwykle.
Nie powinni musieć pamiętać, że konkretny przełącznik musi pozostać włączony, ponieważ światło za nim jest inteligentne. Nie powinni musieć wiedzieć, która aplikacja steruje gniazdkiem elektrycznym ani dlaczego funkcja automatyczna nagle przestała działać. I z pewnością gość nie powinien potrzebować wcześniejszego wyjaśnienia przed włączeniem światła.
Jeśli jesteś poza domem i coś wymaga ponownej konfiguracji, to instrukcja obsługi inteligentnego domu okazuje się być zaginioną osobą. To dziwny wynik w przypadku technologii, która miała ułatwiać codzienne czynności domowe.
Nawet najlepsza technologia nie jest w stanie określić, co warto automatyzować.
Technologia inteligentnego domu stale się rozwija. Matter, standard interoperacyjności wspierany przez znaczną część branży, stara się wyeliminować złożoność konfiguracji i problemy ekosystemowe, które utrudniały tworzenie pierwszych inteligentnych domów. Najnowsza wersja, 1.6, oferuje łatwiejszą konfigurację urządzeń i lepsze sposoby udostępniania ich w wielu ekosystemach inteligentnego domu , choć terminy wdrożenia tych usprawnień mogą się różnić w zależności od platformy i producenta.
Podoba mi się ten postęp. Ale jestem też mniej przekonany, że łatwiejsza konfiguracja automatycznie oznacza, że potrzebuję więcej urządzeń podłączonych.
Gdy problem kompatybilności przestanie być uciążliwy, trudniejszym pytaniem stanie się: jaką realną korzyść uzyskam dzięki całej tej łączności?

Dla mnie odpowiedź coraz częściej leży w tym, czy technologia eliminuje potrzebę konkretnej interakcji, a nie po prostu zastępuje ją inną. Jeśli technologia przejmuje powtarzalne zadanie, wykrywa problem, który mogłem przeoczyć, lub sprawia, że w domu panuje większy komfort i spokój, to jestem nią zainteresowany.
Jeśli jedyne, co potrafi, to przenieść na ekran mojego telefonu w pełni działający przycisk, przekonanie mnie o jego użyteczności będzie trudniejsze.
Nie sądzę, żeby to było ostatnie inteligentne urządzenie, które kupię do domu. Kolejne może już znaleźć swoje miejsce, ale będzie musiało mieć silniejsze uzasadnienie niż tylko bycie „inteligentnym”.
Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.